Tron: Dziedzictwo

Tron legacyOd kilku lat coraz częściej można spotkać się z opinią, że wpływ kina na modę maleje. Czasy, kiedy Diane Keaton zainspirowała tysiące kobiet swoim stylem w „Annie Hall”, a Faye Dunaway spopularyzowała berety rolą w „Bonnie i Clyde” ponoć już minęły. Najnowsza produkcja Disneya,  „Tron: Dziedzictwo”, zdaje się tym teoriom przeczyć…

Już pierwszy „Tron” z 1982 roku oszałamiał wizją – wirtualny świat wykreowany za pomocą pionierskich efektów komputerowych robił na ówczesnych widzach spore wrażenie. Kontynuacja wizję tę uwspółcześnia efektami i technologią, o których twórcy hitu z lat 80. mogli tylko marzyć.

Trzeba przyznać, że oprawa audio-wizualna jest najmocniejszą stroną filmu. Ewolucja świata z pierwszej części może dostarczyć wiele przyjemności zarówno widzom go znającym, jak i tym, którzy z archaicznym już nieco oryginałem mieli styczność tylko pośrednią.

zwiastun:

Koncepcja świata i kostiumów pozostała wierna oryginałowi. Tak, jak przed laty, kolorystyka kostiumów wskazuje kto stoi po dobrej stronie mocy (biały, niebieski, srebrny), a kto po złej (żółty, pomarańczowy, czerwony). Aby podkreślić wirtualny charakter filmowego świata, zrezygnowano z użycia jakichkolwiek tkanin naturalnych – kostiumy uszyto ze spandexu i lateksowej pianki. Efekt charakterystycznych pasów światła osiągnięto zaś umieszczając na kombinezonach lampy elektroluminescencyjne wykonane z elastycznej folii polimerowej i zasilane bateriami.  Budżet przeznaczony na kostiumy wyniósł aż 13 milionów dolarów, a kostiumografowie pracujący przy filmie stworzyli łącznie ok. 400 strojów.

parę słów o kostiumach i dodatkach:

Sam Flynn

Głównym bohaterem jest Sam, syn Kevina Flynna, który nieopatrznie trafił w sam środek wirtualnego świata z opowieści zaginionego przed laty ojca. Sam jest młodym gniewnym – żyje szybko i brawurowo.  W świecie rzeczywistym jego strój stanowią dżinsy, bluza i skórzana kurtka. W świecie Trona ubrany zostaje w specjalny kombinezon, ozdobiony białym, świetlnym wzorem. Tak jak reszta aktorów, grający tę rolę Garrett Hedlund nie miał łatwego zadania – kostium był niewygodny, a ze względu na czułość elektryki w nim użytej, nie pozwalał na siedzenie podczas przerw między ujęciami.

Kevin Flynn vs. Clu

Jeff Bridges gra w filmie podwójną rolę – Kevina Flynna i Clu, programu będącego dziełem tego pierwszego.  Jako Kevin jest dojrzałym mężczyzną, który sposobem zachowania przywodzi na myśl przesadnie nakreślonego mistrza Zen. Bridges, który w wywiadach często wspominał niedogodności związane z noszeniem kostiumu w części pierwszej, tym razem uniknął przykrego dyskomfortu. Charakter jego postaci podkreślony został odpowiednim strojem – luźnymi szatami w jasnych barwach.

Postać Clu, który jest programem i w związku z tym się nie starzeje, stworzono za pomocą efektów specjalnych. Na twarz Bridgesa nałożono czujniki, które rejestrowały jego mimikę podczas grania poszczególnych scen. Ruchy te zostały zapisane i pozwoliły na odtworzenie komputerowo odmłodzonej twarzy aktora, którą następnie nałożono na postać dublera użyczającego Clu swojego ciała. Bridges z rozbawieniem skonstatował, że przyszło mu żyć w dziwnych czasach, kiedy zamiast przed kamerą musi grać wśród komputerowych czujników.

Jeff Bridges w 1982 roku i cyfrowo odmłodzony w 2010

Quorra

Grana przez Olivię Wilde Quorra to postać o wyjątkowym znaczeniu. Aktorka porównała swoją bohaterkę z Joanną d’Arc, będącą uosobieniem siły i niewinności. Bronią Quorry nie jest uwodzenie, bo brakuje jej seksualnej świadomości – jej kobiecość nieśmiało budzi się dopiero przy zetknięciu z Samem Flynnem. Wyjątkowość postaci podkreślono także asymetrycznością jej kostiumu oraz fryzury,  odbiegających od wyglądu innych postaci.

Jej przeciwieństwem jest Gem – nieskazitelna, seksowna, sterylnie doskonała.

Interesującą postacią wydaje się także Castor – wyrazisty i szalony ekscentryk. Jego wygląd inspirowany był scenicznym alter–ego Davida Bowie – popularnym w latach 70. Ziggym Stardustem, androgenicznym przybyszem z innego świata.

Ziggy Stardust

Inspiracje

„Tron: Dziedzictwo”, mimo iż nie stanowi takiego przełomu w kwestiach technicznych jak jego poprzednik, wpłynął na świat mody i designu. Inspiracje filmem Josepha Kosinskiego widać na pokazach mody, w najnowszych kolekcjach, a nawet w… apartamentach hotelowych. Film miał swoją światową premierę przed niespełna dwoma tygodniami, ale już teraz nadchodzący (i obecny!) sezon w modzie należy do niego.

Edmundo Castillo

Jimmy Choo

Pierre Hardy

Adidas

pokaz Versace:

poniżej zdjęcie z sesji Playboya inspirowanej filmem – całość TUTAJ

w najsłynniejszym lodowym hotelu na świecie w Szwecji powstał lodowy apartament wzorowany na designie „TRONa” – więcej na ten temat na blogu twórców

zobacz też: Po drugiej stronie monitora, czyli kilka słów o „TRONie”

Tytuł: Tron: Dziedzictwo/ TRON: Legacy
Rok: 2010
Reżyseria: Joseph Kosinski
Obsada: Jeff Bridges, Garrett Hedlund, Olivia Wilde
Kostiumy: Michael Wilkinson

Ziggy Sturdust

7 thoughts on “Tron: Dziedzictwo

  1. No to już wiem co obejrzę w wolnej chwili. Szczerze mówiąc cośtam słyszałam na temat tego filmu ale dopiero Twój post spowodował, że chcę go zobaczyć. Dzięki.

  2. dzięki za wizytę – jak pisałam, najmocniejszą stroną filmu jest jego oprawa audio-wizualna. Estetyka Trona nakreślona w pierwszej części została tu ładnie wizualnie rozwinięta. Podoba mi się ten świat zbudowany na kontrastach, sama fabuła jest w tym przypadku sprawą drugorzędną – ostatecznie to film, którego bohaterami są programy komputerowe :)

  3. Strona wizualna podobnie jak w pierwszym TRONie jest fenomenalna, ale tutaj kostiumy nie śmieszą, a odznaczają się potężnym wskaźnikiem „coolowości” (Sam, TRON, Clu) lub sex appealu (Quorra).

    • zgadza się – kostiumy obliczone są na robienie wrażenia i swoje zadanie spełniają. Kłóciłabym się jednak co do kostiumów z części pierwszej – proste, minimalistyczne, przylegające do ciała kombinezony są rozwiązaniem na tyle uniwersalnym, że mimo upływu lat wciąż się bronią. No, może z wyjątkiem tych hokejowych kasków ;)

  4. Można też wspomnieć o oprawie muzycznej, ale taką nutę trzeba po prostu lubić. Do scen w filmie wybrano tylko urywki utworów z soundtracku (jak często się zdarza), ale czy te właściwe. Moim zdaniem nie do końca. Ale film i tak mi się spodobał, m.in. ze względów które opisała autorka artykułu.

  5. Pingback: Po drugiej stronie monitora, czyli kilka słów o „TRONie” | cinema undressed

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s